Żarty totalnie absurdalne, czytasz na własną odpowiedzialność

6977
zabawny znak drogowy quizydlawiedzy.pl

– Tato co to jest?
– To są czarne jagody synku.
– A dlaczego są czerwone?
– Bo są jeszcze zielone.


Dwie mrówki jadą przez pustynie na rowerach, dojeżdżają do muru.
Postanawiają objechać mur i jadą wzdłuż muru. Po godzinie jazdy zrezygnowane
zatrzymują się i zastanawiają co robić dalej.
– Może spróbujemy przepchnąć? – rzuca propozycję jedna z mrówek i zaczynają pchać mur.
W międzyczasie skradziono im rowery, które odłożyły za sobą.
– Musiałyśmy już daleko zapchać – mówi jedna z mrówek.
– Skąd wiesz?
– Odwróć się, rowerów nie widać.


Na przesłuchaniu policjant pyta poszkodowanego:
– Proszę opowiedzieć jak to było.
– Kazali mi się oprzeć o maskę samochodu i wypiąć.
– Napastowali pana?
– Właśnie, że nie, na sucho jechali.


Przyszedł facet do krawca odebrać garnitur, założył, przegląda się w lustrze:
– Proszę pana, ale ta kieszeń odstaje.
– Włóż pan do niej rękę – facet tak zrobił – i co dobrze jest?
– No dobrze – odpowiedział klient – ale kołnierz jest krzywo.
– Pochyl pan głowę w bok, jeszcze trochę i odchyl pan do tyłu, teraz jest równo?
– Tak, równo – facet dalej przegląda się w lustrze – proszę pana, na plecach jest fałda.
– To pochyl się pan, śmiało, kręgosłup panu nie pęknie, o, wyrównało się.
– Dobrze wszystko leży, ale to trzeba poprawić, proszę pana.
– Daleko pan mieszkasz?
– Pięć przystanków tramwajem.
– I dobrze, to idź pan do domu piechotą w takiej pozycji, po drodze się ułoży.
Facet zapłacił i wyszedł, żeby sobie skrócić drogę do domu, poszedł przez park. W parku na ławce siedziało dwóch żulików, gdy zobaczyli faceta, jeden mówi do drugiego.
– Ty, patrz, garbus idzie.
– Może i garbus, ale jak ma garnitur skrojony.


Idzie sobie staruszek przez las, wokół zielono, drzewa, krzaczki, jagody, grzyby, dużo grzybów. Zwierzątka leśne sobie biegają; zajączki, sarenki, tygrysy. Powszechnie spotykana flora i fauna polskich lasów. Staruszek tak sobie idzie i widzi wielkiego wieloryba. Podchodzi zdziwiony, obchodzi go w koło.
– Prawdziwy wieloryb – myśli staruszek i pyta wieloryba.
– Wielorybie, co ty tu robisz, nie powinieneś pływać w morzu?
Na to wieloryb:
– Tak.


Na drzewie siedzą dwie krowy i robią piec kaflowy na drutach.
Nagle nadlatuje stado imadeł i pyta:
– Którędy do Tokio?
– W prawo – odpowiada jedna. Imadła poleciały dalej. Mija trochę czasu, nadlatuje
kolejne stado imadeł i zadaje to samo pytanie.
– W lewo – odpowiada ta sama krowa i imadła poleciały w lewo.
Druga krowa pyta pierwszej:
– Dlaczego jednym powiedziałaś w prawo, a drugim w lewo?
– A na co w Tokio tyle imadeł!


To smutne, jak dzieciaki w dzisiejszych czasach tracą czas siedząc przed komputerem. Kiedy ja byłem w ich wieku, ciągle przesiadywałem na podwórku. Rzucaliśmy w siebie kamieniami, okradaliśmy ogródki działkowe, paliliśmy znalezione kiepy, raz nawet napiłem się benzyny…


Turystę w górach złapała ulewa, zobaczył bacówkę, w środku światło, więc wszedł.
Baca przyjął gościa, siedzą przy ogniu, ale wszędzie z dachu cieknie do środka woda.
W końcu turysta nie wytrzymał, mówi do bacy:
– Baco dach wam przecieka, trzeba naprawić.
– Ale jak mom wejść panocku, jak pada.
– To trzeba naprawić jak nie pada.
– Ale wtedy po co mom naprawiać jak nie przecieka.


W Londynie w czasie II wojny światowej, w trakcie nasilenia niemieckich nalotów, na ścianie domu umieszczono ogłoszenie:
„Zapisz się do wojsk desantowych. Skacząc ze spadochronem na wrogi teren, masz większą szansę na przeżycie, niż gdybyś miał przejść na drugą stronę ulicy.”
Pod ogłoszeniem ktoś dopisał:
„Chętnie bym się zapisał, ale biuro rekrutacyjne znajduje się po drugiej stronie ulicy.”


Rzecz się dzieje, przed barem gdzieś, na małej wiosce. Otwierają się drzwi, przez które z hukiem wylatuje dwóch gości, lądują na ziemi, są tak pijani, że nie mają siły się podnieść. Po kilku próbach dają spokój i leżą nieruchomo. W końcu jeden zwraca się do drugiego:
– Szwagier, co my teraz zrobimy?
– Mam plan, leżymy tak dziesięć minut, odpoczniemy i wracamy do środka.
Pierwszy facet z zadowoleniem przyjął plan, lecz w jego zamroczonym gorzałką umyśle, zrodziła się niepewność:
– Ty szwagier, a jak nie damy rady wstać?
– To idziemy do domu.